Trener personalny, to brzmi dumnie i szlachetnie. Czy zawsze i wszędzie?

Pod koniec ubiegłego roku jeden z moich znajomych, trener personalny z dużego miasta w centrum kraju, (przedstawiciel pierwszej z opisanych grup trenerów personalnych) pracujący na własny rachunek, utrzymujący się ze swojej pracy, posiadający założoną liczbę swoich podopiecznych, czytaj wypełniony kalendarz spotkaniami i portfel banknotami, zmuszony był opuścić swoje miasto, i za miłością swego życia przeprowadzić się do jednego z dużych miast na wybrzeżu. Oznaczało to oddanie swoich podopiecznych pod opieką innym trenerom, i poszukiwania nowych w nowym miejscu. Zwrócę uwagę, że w nowym miejscu opisywany trener personalny był nieznany, nie posiadał żadnych kontaktów czyli rozpoczynał budowę swojej pozycji, swojej firmy, portfolia swoich klientów od początku. Co zrobił? Zatrudnił się w dwóch klubach fitness, na siłowni jako instruktor dyżurujący. Tam opiekował się klientami, pokazywał im jak ćwiczyć, planował treningi, doradzał, korygował technikę, chwalił postępy i regularność, poznawał ich i dawał się poznać, rozmawiał z nimi nie tylko o treningu, ale o życiu, o nich, motywował i wspierał. Efekt? Klienci go uwielbiali. Po miesiącu zapraszał wybrane osoby na konsultacje w czasie których pokazywał im jak wiele więcej mogą zrobić razem w ramach opieki personalnej. Po dwóch miesiącach miał wypełniony treningami personalnymi kalendarz po brzegi. Wniosek : im więcej dajesz tym więcej dostajesz, nie dajesz, nie dostajesz, możesz próbować wymusić ale to nie jest recepta na długoterminową współpracę.

Przedstawiciele drugiej grupy (część 1 wpisu) stosują odmienną, bardzo nieskuteczna strategię. Oni mają produkt jakim jest trening personalny i są przekonani że on sprzeda się sam a on się nie sprzedaje, bo dlaczego klient który nie ma pojęcia czym jest trening personalny, jakie niesie dla niego korzyści, jak szerokie wsparcie może zapewnić mu trener personalny miałby płacić 100 zł za godzinę, kiedy to samo zapewnia klub za 100 zł miesięcznie? A zatem usiłują sprzedaż treningów personalnych wymuszać. Klient kupuje karnet do klubu, otrzymując informację że na siłowni zawsze jest instruktor który chętnie pomoże w treningu. Po przyjściu na trening okazuje się jednak że instruktor owszem pomoże ale po zapłaceniu mu za trening personalny. Trening bez wsparcia ze strony instruktora w postaci pokazania zestawu ćwiczeń które będą realizowały założenia i cel klienta, skorygowaniem techniki, opieką i wsparciem  zwykle kończy się zniechęceniem, brakiem motywacji  i zniknięciem klienta z klubu. Tak wiem że są klienci którzy poradzą sobie sami i zostają klientami na dłużej, wiem, ale na podstawie danych oglądanych w klubach to mniej więcej 1 na 10-15 „zwykłych” klientów.  Gdyby właściciele i menedżerowie klubów mieli tego świadomość, gdyby mieli świadomość w jaki sposób takie podejście do treningu personalnego zabija ich biznes, zwiększa rotacje wśród klientów, obniża przychody, szybko powiedzieli by : Dość!

Skądinąd, po co mielibyśmy mieć na siłowni instruktora dyżurującego, jeśli nie do takiej opieki. Jeśli jej nie świadczy w określony sposób, to nie ma różnicy między naszym klubem, a klubem typu budżet gdzie opłata za karnet open to 59-69 zł. Dziwisz się że w takich okolicznościach klienci wybierają tak zwane kluby low cost? Oni naprawdę nie widzą różnicy, a skoro nie widzą różnicy to…po co przepłacać?

Często słyszę od instruktorów : „Ale my przecież nie możemy przygotowywać klientom planów i pokazywać im ćwiczeń gdyż oni nie kupią od nas treningów personalnych.” I tu dotykamy sedna problemu. Jeśli ktoś w ten sposób postrzega trening personalny to jego rola sprowadza się jedynie do motywatora. Trener personalny to ktoś kto obejmuje klienta pełną opieką, opieką 24 godziny na dobę i oprócz stawianego przez podopiecznego celu w postaci np. zmniejszenia masy ciała, realizuje kilka innych związanych z poprawą ogólnego dobrostanu swojego klienta, ze zdrowiem, samopoczuciem, poprawą funkcjonowania aparatu ruchu, zmienianiu nawyków i stylu życia. Tym jest trening personalny, a nie godziną pracy z klientem na sali treningowej. Trener personalny przestaje być odpowiedzialny za trening, dziś jest odpowiedzialny za styl życia swojego podopiecznego, naprawdę odpowiedzialny. Przestaje być Trenerem Personalnym, staje się Life Coachem, Life Style Designerem, Life Style Managerem, jest opiekunem klienta w wielu zakresach jego funkcjonowania, ale o tym już w kolejnym odcinku.

Reklamy