Sebastianie, powiedz szczerze, na pewno nie cappuccino, latte, nie macchiato, tylko espresso? Dlaczego?

Ha ha ha, dobrze, że nie wymieniłaś americano. Czasami bowiem americano wygrywa z espresso, ale faktycznie zwykle espresso. W każdym razie, zawsze czarna, bez dodatków. Kiedy kilka lat temu zastanawialiśmy się, jakie imię nadać temu nowemu, ekscytującemu nas mocno projektowi, mój biznesowy partner i przyjaciel Piotr Ośródka zaproponował, by nazwać go właśnie espresso. Ze względu na te skojarzenia, z mocą, energią, jaką daje. Dzięki praktycznej wiedzy, ogromnej ilości narzędzi i dobrych praktyk, niczym mocne espresso, podnosimy ciśnienie biznesowego krwioobiegu  klubu fitness. Niczym, po dobrym podwójnym espresso, rzeczy w klubie zaczynają biec szybciej, w dobrym kierunku, z pożądaną energią i co istotne, podnoszą poziom satysfakcji i zadowolenia.  Wszak wiemy, że kawa ma wpływ na poprawę naszego samopoczucia.

Udało Ci się wypracować świadomość marki Twojej firmy konsultingowej, zbudować silną markę osobistą. Jak słyszę Goszcz, myślę Espresso business consulting. Czy o to Ci chodziło? Czy osiągnąłeś swój cel?

Dalsza część wywiadu TUTAJ

Reklamy